poniedziałek, 26 stycznia 2015

011.



Znalazł!
Teraz mógł pójść do Sakury, aby z nią porozmawiać. Musiał to zrobić teraz, a nie za parę godzin. Chciał nawet trzymać ją w ramionach jak chwilę temu. Tylko, że sam nie wiedział, czy nie zostanie odrzucony. Nic nie tracił, a  może zyskać. Dlatego nie tracił go i ruszył do sypialni Sakury.
Cos mu mówiło, że musi tam znaleźć się jak najszybciej. Pragnął zobaczyć dziewczynę za wszelką cenę. Wziąć ją w ramiona, szeptać czułe słówka, aby w końcu z nia być przez cały czas. Miał złe przeczucie co do tej nocy. Dlaczego nie potrafił powstrzymać drżenia rąk? Przeczucie, że cos się stało nasiliło się coraz bardziej.
Wszedł po cichu i zdębiał, widząc swoją kobietę w ramionach innego. Miał na sobie płaszcz i dotykał Sakure za policzek. Nie poczuł obecności bruneta dopiero, kiedy w oczach Itachiego zabłysł Sharingan. Patrzył na nieprzytomną Sakure, która oddychała wolno, a na ziemi leżała strzykawka z fioletową cieczą.
- Twoim błędem było położenie na niej brudnych łap.
Nawet nie próbował złapać go w genjutrsu, tylko znalazł się przy nim i odepchnął go od ukochanej. Złapał kruche ciało dziewczyny w swoje ramiona. Popatrzył na mężczyznę, który leżał pod stosem książek. Wydostał się i spojrzał na bruneta, który mierzył go wściekłym spojrzeniem. Znalazł się przy nim i kopnął go w brzuch. Siła była tak mocna, że przebił się przez mur ściany.
Patrzył na niego jak nadziewa się na jeden z ostrych słupów. Spojrzał na Sakure, którą trzymał w ramionach, po czym ucałował w czoło, aby jej nie zbudzić. Spała smacznie, ale bał się, że zdążyli wstrzyknąć jej substancję w ciało. Bał się coraz bardziej o nią. Chcą zabić jego, a wykorzystują do tego celu Sakure. Nie mógł pozwolić, aby dotknęli ją choćby palcem.
Przy domu pokazał się Deidara i Hidan, gdy patrzeli na ciało intruza, które zostało nabite na metalowy pal. Chłód mieszana z gniewem w oczach Itachiego mówił wszystko. Nie pozwoli, aby bliskie osoby w jego otoczeniu cierpiały. Tym razem wiedział, że musi się odseparować od ukochanej. Nie narazi ją na niebezpieczeństwo. Za bardzo kocha kobietę, aby mogli zniszczyć szczęście, które trzyma go przy życiu. Teraz skończyły się żarty i weźmie wszystko na swoje barki, a ukochaną zacznie chronić bardziej niż kiedykolwiek.
Przy nim znalazł się Deidara.
- Idź po Ino. Musi zbadać Sakure. Teraz.
Położył ukochana na łóżku i sam usiadł. Była przez cały czas nie przytomna, a brunet usiadł obok niej, po czym pochwycił strzykawkę z cieczą. Patrzył na fioletowy płyn, który sprawił, ze dostał nieprzyjemnych dreszczy. Świadomość podpowiadała mu, że gdyby to dostało się do ciała dziewczyny, umarłaby na miejscu.
- Wiesz co to jest? – zapytał Hidan
- Nie mam pojęcia, ale się dowiem.
W sypialni znalazła się Ino wraz z Deidarą. Podeszła do Sakury, kiedy zaczęła sprawdzać czy wszystko z nią w porządku. Patrzyła na flakonik, który trzymał brunet. Wpatrywał się w niego i myślał nad tym co to może być za trucizna. Sakura po woli się budziła, gdy Ino skończyła leczyć i sprawdzać ciało.
Sakura poderwała się szybko.
- Gdzie to jest?
Blondynka spojrzała na flakonik, który trzymał Itachi. Sakura chciała go chwycić, ale nie pozwolił. Spojrzał na nią chłodno, kiedy ona nadymała policzki ze wściekłości.
- Itachi, oddaj to, muszę…
- Wyjaśnij mi co to jest, może wtedy oddam.
- Nie mamy na to czasu.
- Na kłótnie masz, to na to też będziesz miała.
Była wściekła na Itachiego, ze niczego nie rozumiał. Chciała na niego krzyknąć, ale się powstrzymał. Był uparta, wiec i tak wiedziała, ze to nic nie da. Upieranie się z ukochanym byłoby bez celowe. Postawił an swoim i tak musiało być. Nie lubił, gdy postawiła na swoim jeśli On miał rację.
- Powiem ci, na osobności.
Reszta ewakułowała się z sypialni, z której prawie nic nie zostało.
- W takim razie słucham.




Opierał się o ścianę.
- Jesteś tego pewien? Nie rób tego dla wioski, nie lepiej zrobić coś dla siebie z czego będziesz miał korzyść? – spojrzał na przyjaciela, który stanął przy nim. Miał rację, nie powinien jej na coś takiego pozwalać, ale ona była jedyna nadzieja dla nich wszystkich. Został znów sam, kiedy ona musi w jeden dzień, sprawić, aby powstała specjalna odtrutka.
- Deidara, nie zrozumiesz. W jej oczach widziałem determinacja i prośbę. Nie potrafiłem jej odmówić. Nawet jeśli przez to będę jeszcze bardziej cierpieć. Dla niej poświęce wszystko, nawet swoje życie.
Widział jak odchodzi wraz z Ino do laboratorium, gdzie razem będą próbowały powstrzymać truciznę.
- Itachi, ty chyba nie pojmujesz co zrobiłeś. Ona będzie próbowała to naprawić. Będzie żywym eksperymentem. Sama sobie…
- Do jasnej cholery, myślisz, ze o tym nie wiem? Kurwicy idzie dostać jak myślę o tym, że przez to ją stracę. Tylko, że nie odmówię jej niczego. Może poświęcić swoje życie za wioskę, ale mój egoizm się odezwał. Wiedziała o tym, dlatego obiecała, że nie umrze. – westchnął – Podłe kłamstwo, aby mnie uspokoić. Lepsze to niż nic.
- Skoro wiesz, że umrze. Zatrzymaj ją, nie zależy ci na niej? Itachi, otrząśnij się i pobiegnij za nią. Dobrze wiesz, ze tego nie przeżyje. Ilość dawek może ją zabić.  Nie narazi nikogo innego, aby pomógł jej odnaleźć lekarstwo. – próbował przekonać Deidara.
- W tej dziedzinie nie mogę się wtrącać, to ona jest geniuszem medycyny.
- Nie chodzi, że ona wie co robi. Chcesz wierzyć w kłamstwo, że przeżyje?
- Tak. Do samego końca, aż się do nie tak samo jak kiedyś nie uśmiechnie. Wtedy będę wiedział, że nadzieja była zbędna. Tylko wtedy ci, którzy to spowodowali zostaną wybicie do ostatniego shinobi. Nie pozwolę im żyć, kiedy ona umrze.
- Zlitujcie się, po co narażasz ukochana na śmierć?
- Bo ona jest jedyna nadzieją – odszedł.
Zacisnął dłoń w pięść i modlił się w duchu, aby przeżyła cały eksperyment. Wierzył w nią. Była i jest silną kobietą, która kocha i nie pozwoli, aby tak łatwo umarła. Ona sama mu obiecała, że da radę. Nie ma dużo czasu. Powinna się sprężyć, ponieważ w każdej chwili mogą zaatakować. Tego chcą uniknąć.
Dotknął opuszkami palców środka czoła.
- Wracam do pracy.
- Odpocznij trochę. Co za dużo, to nie zdrowo. – powiedział Deidara.
- Skoro ona pracuje, to sam nie muszę wypoczywać. Wracam.
Blondyn nie upierał się z przyjacielem, tylko dał mu wolna rękę. Wiedział, że jeśli coś postanowi będzie do samego końca siedział przy biurku.
Kochał Sakure, a nie zamierzał siedzieć sam w domu, kiedy ona pracuje na pełnych obrotach. Itachi nie chciał też dopuścić do śmierci ukochanej. Już prawie ją stracił, a teraz nie zamierza patrzeć na jej śmierć. Gdy będzie potrzeba użyje wszystkich środków, aby przywrócić ją na ten świat. Nawet za cenę własnego.
„Obiecałaś mi, wiec dotrzymaj słowa. Będę na to czekał”, pomyślał.
Wszedł do gabinetu, kiedy zapalił światło.
- Witaj, Itachi – rozbrzmiał męski głos, kiedy obrócił się na fotelu i mierzyli siebie złowrogim spojrzeniem. Kiedy i jak się t dostał? Nie miał pojęcia, ale powinien go w tej chwili zlikwidować. Nie pałali do siebie sympatią. Powinien w tej chwili poderżnąć mu gardło i mieć spokój, ale musiał przejść na kompromis i myśleć tylko o Sakurze. Ich rozmowa nie mogła skończyć się dobrze.




Ino była razem z przyjaciółka w laboratorium  i zerknęła na nią.
- Sakura, jesteś pewna, że chcesz to robić? To może cię zabić.
- Nie ważne – powiedziała do Ino. – Postaram się na to cholerstwo znaleźć antidotum. Jeśli ktokolwiek to zażyje, to nie tylko on będzie w niebezpieczeństwie, ale i całe otoczenie. To zbyt silne. Chciałam, aby zostało zniszczone, ale widocznie Tsunade miała co do tego inne plany. Mój błąd, że nad tym pracowałam. – westchnęła ciężko, po czym popiła łyka wody.
- Właściwie to nie wina Tsunade, wszystko zostało skradzione przed jej postanowienie. Nie chcieliśmy cię martwić, dlatego każdy milczał na temat tego środka. Wiedzieliśmy, ze jest niebezpieczne, ale nie sądziliśmy, że ktoś odważy się przyjąć tak silną dawkę.
- To teraz mamy gorszy problem. Ludzie mogą ucierpieć, dlatego znajdę na to antidotum i poświęcę swoje życie. Ino, wiesz dobrze, że w taki sposób szybciej znajdziemy antidotum, prawda?
- Tylko wiesz co może się stać jeśli właśnie ty zginiesz?
- Nic się nie stanie. On zrozumie. Jestem o tym przekonana.
- Ale… - wstała z krzesła, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Przestań. Dam sobie rade. Nikt nie musi wiedzieć co tu się działo, a na pewno nie on. Mamy do jutra wieczorem czas. Trzeba jak najszybciej wszystko naprawić inaczej nie tylko ja czy ty zginą, a wszyscy mieszkańcy. Weźmy się do pracy.
Ino nie chciała, aby narażała życie dla tylu ludzi, skoro wszystko może skończyć się jej przedwczesną śmiercią. Miała przeczucie, że nie wycofa się, tylko będzie dążyć do celu, aby uratować obcych ludzi. przez to ona może tez ucierpieć jak tylko umrze przy niej.




Brunet siedział za biurkiem i przeglądał dokumenty, kiedy westchnął zrezygnowany. Spojrzał w stronę okna, gdy na horyzoncie pokazała się ognista kula, budząca mieszkańców wioski do życia. Myślami był blisko Sakury, która prawdopodobnie poświęca swoje życie, aby uratować każdego mieszkańca. Zezwolił jej, ale nie powinien tego robić. Może ją stracić w każdej chwili. O niebezpieczeństwie przekonał go jego własny wróg, ale było za późno, aby jej zabronić zrobić antidotum.  
Powinien zdać sobie sprawę na co naraża Sakure, jakie będą tego skutki i korzyści i najważniejsze co przy tym straci. Jest głupcem, ze naraża ukochana na ryzyko, ale tylko ona jest ostatnia nadzieją. Jeśli stworzyła coś niebezpiecznego, to ona musi stworzyć lekarstwo. Nie było innego wyjścia jak dać jej wolna rękę. Musi cierpliwie czekać, aż stanie przed faktem dokonanym.
Wstał i podszedł do okna, z którego widział laboratorium, gdzie pracowała ukochana nad lekarstwem. Po pomieszczeniu rozległo się echem pukanie. Spojrzał w stronę drzwi, po czym westchnął. Nie miał ochoty mieć teraz gości w sprawie wioski, ale musi zapomnieć na razie o Sakurze i zająć się swoimi sprawami.
- Proszę.
Do gabinetu wszedł dobrze zbudowany mężczyzna, ciemne włosy opadały delikatnie po skroniach. Był ubrany w ciemna bluzę i długie spodnie, przy biodrze była kabura. Wpatrywał się w mężczyznę i zdziwił się trochę jego obecnością, nie sądził, że z własnej woli do niego przyjdzie. W końcu musiał być ten pierwszy raz.
- Przepraszam za najście o tak wczesnej porze, ale muszę porozmawiać, chodzi o moją córkę.
Itachi drgnął, kiedy usłyszał jego słowa. Nie chciał, aby znów ich rozdzielono. Miał ochotę wyrzucić go z gabinetu, ale jako dobry przywódca powinien go wysłuchać. Chociaż to bardziej prywatna sprawa niż wioski, ale chciał wiedzieć o co chodzi.
- Nic pańskiej córce się nie stało. Zamieszka na razie ze mną.
- Jestem o tym przekonany, ale tu nie chodzi o zdrowie czy samopoczucie. Raczej o to co robiliśmy wbrew jej woli. To także dotyczy..
- Mnie? – wszedł mu w zdanie - Czyżby pan mówił o jej dzieciństwie?
- Między innymi, ale też o teraźniejszość. – Itachi patrzył na niego chłodno, bez uczuć. Nie mógł poradzić, że denerwował się przed nim. Dla każdego był taki, oprócz Sakury. Gdyby się wkurzył to na pewno mógłby być nie przyjemny i nie znośny, po czym żałował, że skrzywdził ukochaną.
- Co takiego może się tyczyć przeszłosci i teraźniejszości? Nie ma nic co...
- Wasza miłość. – drgnie i spojrzy na niego, aby nawet nie zaczynał tego tematu. Nei chciał teraz rozmawiać z Sakury ojcem na temat ich relacji. Nawet nie są w zwiazku, bo ukochana traktuje go jak przyjaciela. Dzisiaj zrobił odruch i ją pocałował. Usta miała przyjemne i wręcz słodkie.
- Chyba się pomyliłeś, ona...
- Kocha cię, chociaż tego nie daje do zrozumienia. Często tak robiła. Ale kiedy chodizło o ciebie potrafiła wszystkich znienawidzić, że wytykamy jej błędy. Została przez nas zraniona, i naprawdę tego żąłuję.  Nie naprawię tego, ale jej uczucia się nie zmieniły, chcociaż nie umiała cię zrozumieć jak przejąłes władzę.
- Wiem o tym.
- Skoro wiesz, dlaczegho stoicie w miejscu?
- Raczej to ciebie nie dotyczy. Nie powinienes się wtracać w sprawy, które nie mają z wami nic wspólnego. Zawsze staliście między nami. Ona uciekała, aby się ze mną spotkać, bo nie chieliście aby została zraniona. Po czasie wyszło na to, ze najbardziej wy ją raniliście.
- Dlatego żałuję, choć moja żona nie chce nadal jej tobie oddać.
- A ty? Co z tobą?
- To zalezy od Sakury czego chce, a wiem, zę cie kocha.
- Jesteś w błędzie. Ona mnie ceni jako przyjaciela nikogo wiecej. Raczej to powinna być zadawalająca odpowiedź dla żony. Między nami nic głębszego nie będzie, a teraz przepraszam. Mam swoje obowiązki.
- Jeśli tego nie powiedziała, czeka na odpowiedni moment – powiedział, po czym ukłonił się i odszedł.

4 komentarze:

  1. Łaaaa jak długo czekałam ! Ale warto było ^^ Mam nadzieję, że kolejna notka pokaże się szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział z niecierpliwością czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od ponad roku nic nie napisałaś i chyba nie będziesz już pisać, nie wiem, ale czy mogłabym poznać w skrócie zakończenie, ponieważ strasznie mnie to męczy. Bardzo proszę :) ps. Uwielbiam Cię

    OdpowiedzUsuń